07.09.2015

Objawy i przebieg porodu naturalnego.


Opiszę Wam objawy i przebieg porodu na moim przykładzie :).

Pierwsze sygnały zbliżającego się porodu pojawiły się na 2 tygodnie przed porodem:
-nagłe, silne kłucia i skórcze na dole brzucha
-ciągnięcie, 
-duży dyskomfort, 
-chodziłam już nieco okrakiem i pod rękę z mężem.

Urodziłam w 41 tygodniu ciąży, czyli troszkę mnie córcia przetrzymała.
W dniu porodu, byłam na długim, lecz powolnym spacerze z mężem, przed snem wzięłam ciepły prysznic. Robiłam już wszystko żeby przyspieszyć poród, łącznie z myciem okien, podłóg, ogólnie mieszkanie lśniło z dnia na dzień coraz intensywniej! ;) 

Wszystko zaczęło się po 21 w marcową niedzielę.
 Jak tylko wstałam z łóżka w trakcie oglądania serialu wody zaczęły intensywnie odchodzić. 
Bardzo chciałam aby właśnie mój poród rozpoczął się od odejścia wód i tak też się stało. 
Szybko pojechaliśmy do szpitala. Niestety jak to jest w Trójmieście cała papierologia trwała niemalże 2 godziny, w trakcie których czekałam między innymi na to aby ginekolog mnie obejrzałJuż tak na prawdę w drodze samochodem do szpitala miałam skurcze co 3 minuty. Siedziałam w poczekalni do ginekologa z około 5 kobietami, które podobno też właśnie rodzą, choć siedziały cichutko i rozmawiały z mężami, ja jedna- ostatnia w kolejce wiłam się na krześle dysząc, już tutaj miałam regularne skurcze co 2 minuty. 
 Wreszcie dotarłam do ginekologa, który stwierdził: "Idzie Pani jak burza, do rana Pani urodzi, niestety nie ma już miejsca na porodówce!!!". Jednak podzwonił i ocenił, że nie zdąży mnie nigdzie odesłać i dostałam osobny pokój do rodzenia, choć ogólnie jest jedna sala wydzielona na 6 rodzących  szybami i zasłonami i tam się rodzi, ja miałam możliwość rodzenia w odrebnej sali - co było mniej stresujące. 
 Jak doszłam na górę na moją salę to miałam już 6cm. Podano mi dożylnie nospe i paracetamol - szaleństwo, nie dali mi gazu, bo inne kobiety podobno bardziej go potrzebowały, w tym szpitalu również nie było możliwości zrobić znieczulenia zewnątrzoponowego. No to sobie rodziłam na nospie ;). 
 Z każdą chwilą robiło mi się coraz cieplej, mąż mnie wachlował, przyszła znowu położna dała mi coś czego nie zakodowałam z emocji, okazało się, że oksytocyne i się zaczęło. Zaczęłam wrzeszczeć, przybiegła położna i powiedziała, że mam już 8 cm i zaraz zacznę ostatni etap porodu. Wyszła, zamknęła drzwi a ja się rozdarłam jak nigdy w życiu haha, cofnęła się i powiedziała tylko: "nogi do siebie i proszę przeć jak Pani poczuje skurcz, rodzimy." Na szczęścia parłam tylko 5 minut i Lilka się już urodziła z pępowiną wokół szyi i wychodziła z ręką do przodu :). Potem już z górki, ani szycie ani poród łożyska mnie nie bolały, bo po skurczach porodowych cała reszta to wręcz odpoczynek. Małą przetarli i położyli na mnie. Cudowna chwila! Nie miałam ochoty robić nic innego niż ją tulić i...spać bo była 2 w nocy. Łącznie od odejścia wód płodowych mój poród trwał nieco ponad 4 godziny, więc rewelacyjnie krótko i na całe szczęście nie miałam bóli krzyżowych.

A Wy jak wspominacie poród? Też trwał krótko czy długo? W przeciągu ostatniego roku w sumie wraz ze mną urodziło 6 znajomych. I jeżeli chodzi o pierwsze porody, to poza jedną wrzeszczałyśmy wszystkie, więc to raczej norma (podczas porodu słyszałam jak inne wrzeszczą) i 3 z nas miały poród do 6 godzin reszta dłuższy, w tym tylko jedna na prawdę długi. Więc nie sugerujcie się statystykami, że rodzi się pierwsze dziecko przeważnie kilkanaście godzin, bo nie musi tak być. Może tak jak ja urodzicie lub urodziłyście szybko?

Pozdrawiam,
Karolina


6 komentarzy:

  1. Mnie poród czeka na początku lutego. Przyznaję, że mam pełno obaw, ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle - w końcu nie ja pierwsza i nie ja ostatnia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby było okropnie to nie planowaliby ludzie kolejnych dzieci. Widok własnego dziecka rekompensuje wszelki ból. :)

      Usuń
  2. U mnie pierwszy poród zaczął się bardzo nietypowo. Zaczęłam czuć w pod koniec 37 tygodnia lekkie skurcze (parę godzin wcześniej byłam na KTG i zero czynności skurczowej). Myślałam, że to skurcze Braxtona- Hicksa. I zaczęłam sprzątać, nic mężowi nie mówiąc. Ale te skurcze zaczęły być coraz bardziej regularne. Powiedziałam mężowi, on podskoczył do góry, żeby zawieźć mnie natychmiast do szpitala. A ja, że nie ma sensu, bo dopóki skurcze nie będą co 5 minut (rodziłam w UK), to odeślą mnie do domu. W końcu pojechaliśmy do szpitala. Czop śluzowy i wody płodowe odeszły mi dopiero na porodówce. Wzięłam zastrzyk przeciwbólowy i w przerwach między skurczami przysypiałam. Pojechałam na porodówkę ok. 22 a o 6.30 nasza malutka była już z nami :) Bolało, ale nie aż tak bardzo jak myślałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój poród poszedł szybko i sprawnie. 4 h skurczy i 20 minut parcia.

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie był też 41 tydzień, wywołanie balonikiem a na drugi dzień kroplówką. miałam regularne skurcze co 2 min i nic więcej. niestety nastąpił masaż szyjki, od odejścia wód poszło już szybko, 2,5 godziny jakoś. nie wiem, czas wtedy biegnie inaczej ;)

    OdpowiedzUsuń

Thank you for comment :)

Bardzo dziękuję za komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...