09.11.2015

KONKURS. Wygraj zestaw pielęgnacyjny Canpol Babies. WYNIKI


Moi kochani, jestem szczęśliwa mogąc organizować dla Was kolejny konkurs dzięki blogosferze Canpol Babies. Tym razem do wygrania są aż 2 zestawy pielęgnacyjne! Tak jest, aż dwa! Radość podwójna, bo mogę wybrać aż dwóch zwycięzców, a uwielbiam sprawiać Wam radość! :) Żeby było sprawiedliwie konkurs będzie jednocześnie odbywał się na blogu i na Facebooku. Możesz wziąć udział tu i na Facebooku, zwiększysz tym swoje szanse na wygraną. Przy czym jedna osoba może wygrać tylko jedną nagrodę!



Jeden zestaw pielęgnacyjny można wygrać tutaj. 

Zadanie konkursowe jest następujące:

1.Opisz jaką największą stratę w Twoim domu poczynił Twój słodki maluszek. 
Dla podpowiedzi, moja córka porysowała mi całe szkła od okularów i na wpół widząc musiałam pędzić do optyka po nowe szkła i chodzić bez okularów przez kilka dnia :). 
Wygrywa najzabawniejsza historia! 
2.Odpowiedź zostaw w komentarzu pod tym postem wraz ze swoim adresem email.
3.Dodatkowo zostaw komentarz pod dowolnym postem na blogu (komentarz nie związany z konkursem). Komentarze są przeze mnie moderowane, więc od razu będę widziała, kto w pełni wykonał zadanie).

Czas trwania konkursu:
09.11.2015 - 27.11.2015

Ogłoszenie wyników będzie w tym wpisie:
do 30.11.2015
................................................................................................................

Drugi zestaw pielęgnacyjny można wygrać na Facebooku:

Zasady konkursu na Facebooku:

1. Pierwsze zadanie jest identyczne: 
Opisz jaką największą stratę w Twoim domu poczynił Twój słodki maluszek. 
Wygrywa najzabawniejsza historia! 
2. Polub zdjęcie konkursowe na Facebooku i je udostępnij.
3. Zaproś do zabawy 2 znajomych.
4.Polub profil dreams amaze me na Facebooku >TUTAJ<

Czas trwania konkursu i ogłoszenie wyników identyczne jak w konkursie na blogu.

Powodzenia!
Czas...start!
Zwycięzca z BLOGA:
hanusia

Zwycięzca z FACEBOOKA:

Kasia Cubała

Zwycięzców proszę o wysłanie do mnie maila: kjarosz@onet.pl do środy 02.12.2015 do godziny 16.

19 komentarzy:

  1. Mój mały Rumpel jest tylko jednym z glłwnych bohaterów historii. Bo jest to historia z cyklu... został szkrab w domu z tatusiem... i było hulaj dusza piekła nie ma. Nie wiem jakim cudem, mąż udaje, że też nie wie, synuś dorwał markera. Czarnego, grubego, dobrze piszącego markera. W kuchni popisane były całe krzesła,a właściwie ich skórzana tapicerka, ściany, podłoga i oczywiście tatuś. Ufff, bo udało się oszczędzić Rumplowi szorowania, ale artystyczny nieład w kuchni zapanował. Podłoga była łatwa do sprzątnięcia bo kafelki się dały domyć, niestety krzesła nadal mamy w MODERN ART, a ściany były malowane 2 razy, po czym i tak trzeba było zeskrobać do żywego i dopiero nałożyć nową wartswę farby :D Taki Ci mój Rumpel artysta malarz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam mój obecnie 4 letni syn robił wiele strat ale największą strata jaka nas ruszyła był nasz nowy telewizor plazmowy. Miał 1,5 roczku ja gotowałam obiad a on bardzo cichutko siedział w salonie kiedy weszłam płakać mi się chciało mój kochany syn chciał złapać pszczolke i wcisnąl swój słodki paluszek w ekran ; ( niestety telewizor był do naprawy a naprawa bardzo droga hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dlaczego nie ma mojego imienia i nazwiska:p Poprawka Karolina Kubiczek mail karolina.kubiczek92@gmail.com pozdrawiam

      Usuń
  3. Cześć :-)
    Chyba nikogo nie zaskoczę jak napiszę, że to telefon komórkowy :-)

    W skrócie tylko napiszę że ma dwóch wspaniałych synków; Franek prawie 3 latka i Patryk 4 msce.

    Mój starszy synek już od jakiegoś czasu zaczął korzystać z mojego telefonu - wiadomo :-D
    Taki 2,5 latek potrafi sobie włączyć na telefonie bajkę, aparat, kamerę i wiele innych rzeczy :-)
    Oczywiście bacznie patrzę co z nim robi, ale obsługiwał go na prawdę delikatnie, nie rzucał, nie dewastował i nigdy nie miałam problemu, żeby mu go nie dać, aż pewnego razu...
    Zbliżała się wieczorna kąpiel, nalałam do dużej misy wody (synek lubi siedzieć albo w wanience, albo w takiej dużej misce - jedno albo drugie wkładam do wanny :-), dolałam płynu, bo mój synek uwielbia pianę i wszedł do wanny. Wieczorna kąpiel zawsze sprawia mu dużo radości. Zabawa trwa na całego, aż w pewnym momencie patrze a na dnie miski leży sobie mój telefon....oniemiałam. W ogóle pierwsze pytanie: Ale jak? jakim cudem? Szykowałam kąpiel, zdejmowałam synkowi koszulkę i przy mnie wchodził do wody - chyba bym zauważyła, że ma w rękach telefon.. no cóż.
    Myślę, że nigdy nie widzieliście tak wypienionego, wyszorowanego i błyszczącego telefonu jak mój :-)

    Polubione, udostępnione :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i gapa zapomniała wpisać adresu :-) już się poprawiam agniecha04@o2.pl

      Usuń
  4. Byliśmy na wakacjach. Wieczorem przy kolacji w hotelu synek był już trochę znudzony i marudny. Mąż niewiele myśląc dał mu klucze od auta do zabawy. Pochłonięci rozmową ze znajomymi i jedzeniem nawet nie zwróciliśmy uwagi co on z nimi zrobił. Nazajutrz..... dzień odjazdu do domu cały hotel, restaurację przetrząsnęliśmy w poszukiwaniach kluczy. Wykupiliśmy koleją dobę, aby znaleźć te nieszczęsne klucze.
    Wracając ze spaceru (musieliśmy się odstresować) przechodzimy obok samochodu , a synek mówi : "brum, brum... io, io" My z mężem patrzymy na siebie, potem na plecak synka (plecak osiołek). Zaglądam do plecaka, a tam spokojnie leżą klucze.
    Dzięki temu mieliśmy jeden dzień urlopu więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja córeczka to mała psotnica i choć się wydaje, że dziewczynka powinna być grzeczniejsza od chłopczyka, to przyznam szczerze, że mało w tym prawdy, a rzecz mówiąc może być nawet odwrotnie.
    Nie wiem, czy ona szybko dorośnie, ale po jej poczynaniach widać, że już z niej mała modelisia.
    Do rzeczy.. na święta rok temu dostałam piękny zestaw z Smashboxa o wartości około 300 zł. Dodam, że to paleta cieni bardzo dobrej firmy, jakościowo ciężkich do zmycia.
    Jakiś trafem mój telefon - android, Samsung S5 leżał tak nisko, że potrafiła go sięgnąć.
    Już chyba domyślasz się co było dalej.
    Mama sobie gotuje obiad, myśląc ze córka grzecznie się bawi swoja nową lalą, a tu nieee..
    Wchodzi po dosłownie 5 minutach, a cała ściana w sypialni wymazana jest paletą cieni!
    Telefon też, na dodatek leży na podłodze i ledwo dyszy - ekran pęknięty :(
    Myslałam, że zejdę normalnie.. stanełam jak zamurowana i się ruszyć nie mogłam.
    Od tamtej pory zamykam sypialnie, telefonu (nowego) pilnuję jak ognia.
    Uuuu.. co to było wtedy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Naszej Antosi kilka mniejszych strat się poczyniło,
    Opiszę tylko dwie z nich, choć więcej ich było.
    Kiedyś na wyjście z koleżanką się malowałam,
    a później schować kosmetyków zapomniałam.

    Antosia sama sobie kolorowy makijaż zrobiła,
    każdego maminego kosmetyku po trochu użyła.
    Ja na spotkanie oczywiście dużo się spóźniłam,
    bo długo mi zeszło zanim "piękny makijaż" zmyłam.

    Innym razem swoje dwa misie do toalety wrzuciła,
    wodę spuściła i niezły bałagan przez to uczyniła.
    Po tym zabiegu toaleta błyskawicznie się zapchała
    Niewiele brakowało a sąsiada z dołu bym zalała.

    mail: ewelinka0290@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy mój młodszy syn Szymon był mały i psocił, straszyliśmy go Buką z Muminków. Ale potem się okazało, że Buka wcale nie taka zła, na jaką wygląda i nawet ją polubił. A polubił do tego stopnia, że pewnego dnia...

    Mój mąż przez dwa tygodnie malował na nowo całe mieszkanie. Pewnego dnia wchodzę do pokoju dzieci i patrzę że na nowo pomalowanej ścianie bazgroły przypominające bohaterkę Muminków (jak na 5-latka przystało). Oczywiście kara go nie ominęła. Jak widać nic to nie poskutkowało, ponieważ następnego dnia domalowane było jeszcze 5 nowych Buk. Starsza córunia Zosia (6-latka), chciała naprawić szkody i próbując "zmyć" arcydzieła malarskie, zrobiła z bazgrołów dwie fioletowe wielkie plamy. Z dziećmi, nigdy nie ma nudno :)

    e-mail: spalek.paulina@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja córeczka ma dopiero 3,5 miesiąca więc na razie nie poczyniła dużych strat :) Kilka razy strąciła tatusiowi okulary z nosa, miał szczęście bo upadły na łóżko. Ale jeśli mam pisać o stracie, to napiszę o stracie w innym charakterze- straciłam swoją połowę łóżka :) Mała Pola była grzeczna, ładnie spała w ciągu dnia, w nocy też w miarę. Po ok. 2 tygodniach nasza laba się skończyła, zamiast wietrzyć ranę po cc i spać z odkrytym brzuchem spałam zwinięta w fotelu obok łóżeczka Poli w jej pokoiku. Po 2 tygodniach miałam szczerze dosyć, poobijana, niewyspana, wymęczona. Chcąc nie chcąc zabrałam ją z pokoiku i wylądowała z nami na łóżku. W ciągu dnia rzadko śpi na łóżku, preferuje drzemki na ręku. Za to wieczory i noce ładnie przesypia, robi z reguły 1 albo 2 pobudki. Nie ma już tak często nocnych koszmarków. Uwielbiam ją obserwować gdy tak sobie śpi, wzdycha, mlaszcze itp. No ale ! nie mam gdzie spać :) moja połowa w 2/3 zajęta jest przez Polę, staram się tak układać żeby jej było wygodnie, z reguły ląduję więc na skraju łóżka z wyciągniętymi rękoma i podkulonymi nogami (w nogach śpi jeszcze pies). Po nerwowych dniach, gdy niemal codziennie błagamy o to aby wreszcie zasnęła na dłużej, wieczorami chcemy odpocząć. Bywa więc tak że nie poprawiamy jej jeśli jest położona w poprzek - żeby tylko nie wstała ! Wtedy oboje zajmujemy jedną połowę łóżka, drugą okupuje Pola. Mieliśmy śmiały plan- gdy Pola skończy 3 miesiące wraca do swojego pokoju, uczymy ją spać samodzielnie w pokoiku, ale plany to jedno, z realizacją niestety gorzej. Ale przyjdzie taki dzień gdy w końcu odzyskam moją połowę łóżka, no i może się wyśpię :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój mail: agnieszka.nojszewska1@gmail.com

      Usuń
  9. U nas w domu króluje powiedzenie ,,Gdzie diabeł nie może,tam Julkę z Julianem pośle,,Szkody są na porządku dziennym córka ma 6 lat ,mały 15 miesięcy tworzą zespół zniszczeniowy. Jakieś kilka dni temu córka bardzo prosiła czy może zagrać na tablecie(tablet nowiutki i nie tani) nie zgodziłam się bo znam ich zdolności, ale mąż oglądał mecz i dzieciaki mu przeszkadzały więc dał im tablet.Maluchy usiadły na dywanie i zapanował spokój(co w ich przypadku zwiastuje katastrofę ) wołam do męża czy na pewno wszystko w porządku i co robią maluchy.Nagle do kuchni wpada maż w ręce trzyma porysowany tablet(urządzenie wyglądało jakby je czołg przejechał).Zawołałam córkę i pytam ,,Julcia co się stało z tabletem,,? na co mała odpowiada ,,No mamo, Julkowi podobała się Pou i przeszkadzał mi jak grałam to chciałam mu go wyjąć,żeby dał mi spokój,,Jak wyjąć? Normalnie mamusiu nożyczkami.Jak się okazało córka chcąc aby mały dał jej spokój,chciała wyciąć stworka z tabletu i dać młodszemu bratu ,żeby się pobawił,a ona mogła by grać w spokoju.No i tak tablet umarł śmiercią nie naturalną.Innym razem podlali kwiatki w telefonie babci szkoda że nie wirtualnie tylko wodą.Kolejnym genialnym pomysłem ,,potworków,, było zrobienie sobie z białej skórzanej kanapy płótna malarskiego.Dzieciaki od rana chodziły marudne więc postanowiłam je czymś zająć. Wzięliśmy kolorowanki i kredki i mazaki zabawa była bardzo udana.Do puki do drzwi nie zapukał listonosz i musiałam iść otworzyć.Czytając list weszłam do pokoju i od razu córka podbiegła i woła ,,mamo, mamo a Julek narysował pająka,,To dobrze córuś odpowiedziałam nie odrywając oczu od listu,, mamo a mogę dorysować pająkowi sieć,żeby nie uciekł,,Doo.......i w tym momencie zabrakło mi słów patrzę i nie wierzę własnym oczom, moja piękna białą kanapa cała porysowana mazakami.,,mamo co tak patrzysz podoba ci się ? sama mówiłaś , że dobrze ,że Julek namalował pająka.I jak się na nich gniewać;-) po tamtym pająku a raczej pająkach do tej pory widać ślady.Ale tak to już jest jak ma się dzieci,ze zniszczeniami trzeba się liczyć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na naszą córcię wołamy czasem Olcia-Demolcia:) Swymi kreatywnymi pomysłami "maluje" nam życie nieustannie:) Chwila ciszy zawsze powoduje u mnie drżenie i przerażenie o spustoszeniu jakie poczynia moje kochane tornado. Pomalowane ściany flamastrami, kot wymalowany farbami, stłuczony wazon po babci z kryształu, powyrywane liście kwiatków doniczkowych, zapchana toaleta, gdy córcia zamiast do kosza pieluszkę wyrzuciła do wc.... i wiele innych to u nas codzienność. To drobne psoty, które w jakiś sposób da się zniwelować.

    Największą stratę ponieśliśmy około dwóch miesięcy temu.Właśnie wstawiałam pranie, wrzucałam ostatnie rzeczy do bębna. Córcia, która wyjątkowo grzecznie pomagała, nagle dała nura na korytarz. Zarejestrowałam to dopiero po chwili. O chwilę za długo...Tym bardziej, że było tak cicho. U nas cisza oznacza kłopoty. Pognałam za córcią. Patrzę a moje dziecko w jednej ręce trzyma mój podkład ,a w drugiej portfel męża. Panna postanowiła wypróbowac mój kosmetyk:). Gdy wyciskała specyfik z tubki za dużo poleciało i ubrudziła się bluzeczka i leżący obok portfel męża. Odetchnęłam z ulgą. Pomyślałam, że bywało gorzej. Powiedziałam, żeby rzeczy ubrudzone fluidem wrzuciła do pralki. A ja poszłam po nową bluzeczkę dla niej. Córka pomaszerowała do łazienki, a mnie zadzwonił telefon. Odebrałam. Rozmawiając wróciła do łazienki i zobaczyłam, jak córcia próbuje zamknąć zadowolona bęben pralki. Pomogłam jej i włączyłam program prania.Niestety tu historia się nie kończy... Wrócił mąż i zaczął szukać portfela. Naszła mnie refleksja, że zapomniałam go wyczyścić z tego podkładu. Ale okazuje się, ze znikł. Nie ma go na stoliku. Dostał nóg. Od razu zapytałam się córci czy zrobiła coś z portfelem. Odpowiedziała z uśmiechem, że uprała. Ja od razu oczy jak pięć złotych. Lecę do bębna z duszą na ramieniu. A w pralce telepie się jakaś prostokątna, brązowa rzecz. Portfel!!!! Mało zawału nie dostałam. W portfelu było 2000 złotych, które mąż wypłacił, by rozliczyć się z fachowcem. Córka wpadła na pomysł, że portfel może się wyczyścić z ubraniami w pralce. A przy okazji 20 Jagiełłów. I tak oto córka już za młodu rozpoczęła proceder prania brudnych pieniędzy.

    Za kilka tygodni na świat przyjdzie braciszek Oleńki. Jeśli pomysłowość odziedziczy po starszej siostrze to nasz życie będzie podwójnie barwne i nietuzinkowe:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja historia jest taka ze aktualnie dziecka spodziewam sie w styczniu wiec mama dopiero bede...no ale nie ma to jak miec najmlodszego brata na karku :) gdy mial niecale 3 lata strasznie lubil przynosic wegiel do domu tak wlasnie wegiel mial go wszedzie w kieszeniach czasami i w buzi omijajac to ze byl tak brudny lubil go wysypywac na bialym nowym dywanie nie omijajac ze trzeba bylo go wyrzucic ... niewiem czy to dziecko mialo jakies zainteresowania z takimi rzeczami lub podobnymi ale najgorsza rzecza bylo to gdy byl sam w pokoju podpalil lozko zapalniczka w wieku 5 lat to byla masakra wtedy na szczescie nie bylo to tak grozne bo szybko dalo sie go ugasic no i ostatnia rzecza ktora zmajstrowal to bylo jak wyrzucil moj telefon do muszli klozetowej tylko dlatego ze nie dalam mu zadzwonic doo mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pewnego razu jesteśmy sobie u cioci i wujka. Maluch grzecznie się bawi i niby cały czas ktoś ma go na oku. Ciocia z wujkiem zachwyceni, jaki to nasz szkrab jest dobrze wychowany, jak ładnie się bawi itp. Wychodzimy, maluch pięknie robi pa-pa i wszyscy zachwyceni. Sielanka. Po dwóch dniach dowiadujemy się, że padły im rybki w akwarium. Niby może to być przypadek, ale … jak się ma małe dziecko, to się w takie zbiegi okoliczności nie wierzy. I nie wiem co jest największą stratą, rybki czy … utopiony pamiątkowy wózeczek z solą z Wieliczki, który ciocia z wujkiem dostali w prezencie ślubnym, co by im nigdy chleba i soli nie zabrakło.(paulina.wisniewska@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  13. nasz synek pochował tatusia żywcem. tatuś zasnął, dziecku się spać nie chciało. łóżko przylega do ściany z oknem, pozrzucał więc kwiatki na łóżko i tatę, który nic nie czuł. ziemia była wszędzie. o trzeciej w nocy było odkurzanie łóżka i pościeli. a ja nie spałam wertując internety w poszukiwaniu posiadanych odmian roślin. kwiatki pojechały do mamusi ;) bezaczek7@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Będąc w drugiej ciąży, zaczęłam czynić przygotowania do narodzin. Jedną z rzeczy których nam brakowało był fotelik samochodowy. Kiedy już go kupiłam, postanowiłam wyprać tapicerkę. Tak też zrobiłam, tapicerka się suszyła, a fotelik goły i wesoły stał na krześle. Dwuletnia córka wykorzystała moment mojej nie uwagi i kiedy się na nią popatrzyłam to zobaczyłam jak trzyma w ręku styropianowy zagłówek i usłyszałam pękający styropian... Byłam załamana. Złamał się element pod zagłówkiem, gdzie są otwory na pasy. Na szczęście mąż wieczorem naprawił szkody klejem do styropianu. Ciągle się zastanawiam, czy udam mi się sprzedać ten fotelik, jak nie będzie nam już potrzebny.
    epkk09@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja córcia jest na etapie małpowania wszystkiego po dorosłych:) uwielbia spędzać czas z dziadkiem i nie raz widziała jak dziadzio remontował pokój babci i swój. A mianowicie jak papierem ściernym tarł ścianę, żeby była gładka. No dziecko mimo że 9 miesięczne to bardzo pojętne i od razu załapała co dziadziu robi i chce tak jak on. Mała jeszcze to nie mogła, ale pod nieuwagę dziadzia niestety porwała kawałek papieru. W naszym domku świeżo wykończonym myłam okna przed zimą i świętami. I już została mi jedynie wewnętrzna część więc pozwoliłam córci siedzieć obok mnie i się przyglądać. Zajęta swoją robotą zauważyłam kątem oka, że i córcia mi pomaga myjąc drzwi balkonowe. Niestety jak się po chwili okazało myła je .,.... tak właśnie tym kawałeczkiem papieru ściernego co zabrała dziadziowi. Jak tato wrócił z pracy to dostało się nam obydwóm za to całe mycie okien. A nowe drzwi balkonowe to chyba do wymiany już muszą być bo całe zarysowane i to tak porządnie. A najwięcej ubawu miał z tego dziadek ciesząc się, że dziecko tak ładnie nauczył szorować ściany:).
    jancia333@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. To że mowa jest srebrem a milczenie złotem, o ile nie ma się dzieci wszyscy wiedzą. Wiedziałam i ja przed narodzinami syna, że cisza w przypadku dzieci to cisza przed burzą…
    Nie przypuszczałam jednak, że w pełni świadoma tego faktu zignoruję ciszę, że w pełni świadoma grożących konsekwencji nie pójdę sprawdzić co się dzieje…..

    Akurat syn był na etapie „mama,mama mama”. Raczkował do mnie, następnie stawał przy mojej nodze i tak chybocząc się, ciągając mnie i się na wszystkie strony tylko jęczał by go wziąć na ręce, a ja nie mogłam nic zrobić w domu. A ten dzień był wyjątkowo ciężki. Głodna, zmęczona, najchętniej co bym zrobiła, to obcięła sobie uszy. Miałam wrażenie, że zaraz urosną do gigantycznych rozmiarów. A tu nagle syn zajął się sobą … poszedł do mojej i męża sypialni. Było lekko po południu a ja w końcu mogłam umyć zęby, pozmywać i w trakcie tego szybko duszkiem wypić CIEPŁĄ ! herbatę.
    Wiedziałam, że powinnam wejść i sprawdzić co moja pociecha robi. Wiedziałam. Ale wiedziałam też, że jak pójdę to na pewno będę musiała zareagować. Coś posprzątać, zabrać synka z nielegalnego placu zabaw. Bo może właśnie dorwał się do szafy i kolejny moją bielizną poleruje podłogę. Szybkie rozeznanie w głowie – łóżko, dwie szafki nocne po bokach i szafa której zawartość od dawna nie była dla mojego syna tajemnicą. Jej przesuwane drzwi raczej są dla dziecka zabawą niż zabezpieczeniem. Rozeznanie wyszło pozytywnie – nic sobie nie może zrobić, żadna krzywda mu się nie stanie. Jedynie grożące mu kontakty już dawno były zabezpieczone.
    Szkoda, że nie zrobiłam rozeznania w drugą stronę. Jakie syn może zrobić szkody, przecież już raz dorwał się do wody do podlewania kwiatków i zalał panele. Ale jakoś w euforii chwili dla mnie, bez akompaniamentu zawodzenia u nogi, nie pomyślałam zbyt intensywnie.
    W końcu musiałam zajrzeć do sypialni. A tam….

    Moje dziecko dorwało się do mojej szafki nocnej. O ile w pierwszej szufladzie typowe rzeczy jakie się trzyma przy łóżku – jakiś krem do rąk, stóp, lakiery do paznokci, książka itd. To w drugiej szufladzie mam wszelkie dokumenty: paszporty, karty pojazdów, akt notarialny mieszkania, umowy i świadectwa pracy itd. Syn całą zawartość szuflady wybebeszył, a największe zniszczenia poniosła jedna teczka. Moje świadectwo maturalne znalazłam może nie przerwane na pół, ale niewiele mu brakuje. Dyplom magisterski, na szczęście dzięki twardej okładce cały, ale nosi ślady zębów i nie są to zęby czasu. Jakieś inne zaświadczenia, dyplomy ukończonych kursów czy szkoleń – tu pogniecione , tam zmięte, tam zaślinione.

    Mąż się śmieje, że jakbym pokazała potencjalnemu pracodawcy świadectwo ze szkoły, to na pewno nie przyjąłby mnie do pracy widząc mój stosunek do papierków :).
    Chwilowo żadna z poniszczonych rzeczy nie jest mi potrzebna, ale i tak mi niektórych po prostu szkoda. Chyba tego świadectwa najbardziej… A czy wiedzą co się dzieje za ścianą zajrzałabym by uchronić moje dokumenty? Nie wiem. Naprawdę to był ciężki okres w życiu mego dziecka, a więc i moim również.

    anetka1985@autograf.pl

    OdpowiedzUsuń

Thank you for comment :)

Bardzo dziękuję za komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...